Podszedłem bystrym wzrokiem ku jej sylwetce podwójnej
(Podszedłem)
mieniła się w słońcu
lub też to ja byłem tylko oślepiony tym parszywym (Zbyt mocne słowo) źródłem
powiedziałem ci
Jesteś tak piękna,
Tak bardzo piękna,
niesamowitym blaskiem ściskasz moją wiedzę,
gdy garbię się przy twoim będąc cielcu,
gdy płaczę z myślą o tobie smak śmiechu wstępuje do mnie,
I mocniej krzyczę do ciebie, że mocno cię wielbię w skupieniu
czytając z twej twarzy dziwną śmiałą całość,
na zdjęciu tym ty,
i twoja nagość,
Jesteś taka piękna,
czy ktoś kiedyś powiedział ci to tobie.
Zbliżyła się ku mnie
w wietrze gryzącym ją od stóp ku innym członkom
w uśmiechu
wysublimowanym jednostkom zrobiło się dobrze
po czym stwierdziła kilka tych oto słów
Dziękuję,
Rozumiem,
właściwie (jej wzrok błądził w szalonym tempie gdy dźwięk gryzł
powoli moje ucho),
tak naprawdę, (nutka natchnienia budzącego strach),
wielu mi to mówiło.
Odeszłem
jak najdalej
Odszedłem
by było bardziej po polsku (po jakiemu: po Polsku, chyba z literki małej było dobrze, bo chyba przydawka)
powoli zapomniałem o tej miłości
w batalii greckiej gdy już jej twarzy ujrzeć mi nie dano
może myśli się nie chciało
aczkolwiek wielu mówiło...
koniec