Kapituła z namiastkowego wzięła się tworu określonego tragicznie w
swych arcydziełach
Grupa ludzi konkretnych pozamienianych wczorajszym schematem
na dzień tegoroczny
To znaczy to co gorsze poczyniło po kolei następujące warianty
obskurnych myśli moich
I w porze zamieszania rozstrzygnęło że egzystencja owej populistycznej
gracji wysunęła się z żydowskiego pacierza
Karnawały wariacji gromowych nawierzchni stawiając krok szczególny
wysnuty z wierzenia we własne istnienie
Przy możliwości ingerencji lekkiego z założenia wspomnienia w
nadmiarze owej precyzji nazwali kogoś zbawcą
Z niezrozumiałą dla siebie gracją skurczyła się sztuka nowożytnego
współcześnie w rankach pospolitych liturgii
Skazany za ową epopeję parafraza otruta w mistrzowskiej zaprzęgnięta
w sterylnych burych przykazaniach poddanych przez mistrza
Wydźwignięty z puenty poszarpany szorstkim obciążeniem sięgając ku
mieniącej się złotem sakiewki pełnej powietrza owego nietkniętego gdy
nozdrza marudzą zaś smak niewyczuwalny odchodzi w kolejne zapomnienie
szarpnięte skowytem zranionego kundla zapalonego krawiacisty wyzutego
portrecisty w neologizmach w dialektyzmach i innych bardziej wygiętych
Wydźwignięty z puenty
Stracony pan co mienił się grzmotem
W parasolach lotnych bez krzty mokrego
Spowinowacony w trakcie rozmienienia
Rzucony na parol dnia rezolutnego
Reszta wydana w środku grupa tych ludzi
Pewna zamierzchła sprawa wyszła na ich języki
Reszta tu obecnych zawstydzona odeszła przekonana
Że owe najtańsze są zielone marionetkowe krzyżyki
Pewien sklepikarz pewien był swojego sukcesu
Skierował więc do swojego notesu te najmniej skromne słowa:
Zarazem jestem wypieczonym jamnikiem co błądzi w klombach
Skromnym dziennikiem gdzie słowa w głowie rubasznie boleją
Istotą rześką malutkiego wytworzenia i skarlałym starcem
Archaicznym obrazem wygiętym w ciepłej atmosferze zmierzchu
Protestanckim menażerem wyblakłym od swych krwistych tkanin
Co najważniejsze:
Jestem
Konał wieki najmożniejszy podeszli ku niemu złaknieni pierwotnej pieczęci
I w najmłodszej wyrazie zasięgali słowa co pokutującym stał się
arcy wielebny
I w gromkiej zapowiedzi rozświetlił najmniej przekonujące odpowiedzi
Zarazem byłem tam w odmienionych stanach posiadając nie własną
osobowość
Zarazem tam obnosiłem się z własną tyradą pojętych co nic nie
wiedzieli
I w najmniej oczekiwanym momencie wyraziłem się oto w tych słowach:
"Wydźwignięty z puenty"
Koniec.