"WYMAZY ŁEZ"

Kłamca wyszedł na spacer
Palce stóp gięły się na marmurowym placu
Stawy dłoni łamały się przy uderzeniach deszczu

Po co tu jestem
Po co mnie wołasz

Natykam się na kłamczuchę zbudowaną z okruszków chleba
Nieprawdziwą i niepewną z przenikliwym zapachem przypalonych drożdży
Z arbitralną zdradą na prawym paznokciu nadaje nam przeznaczenie przez dotyk
Ukuta tęczówka nie krwawi wiecznie
Zaś serce wykrwawia się ponad siermiężnie

Kłamca przeklął
"Dziękuję" przekłuło mu gardło z szpilek tępych
Przeklął
Odkleił się z kartki i upadł na ziemię łamiąc kręgosłup tuż przy policzku
Chciał jeszcze
Przemknął obok Boga gdy ten patrzył na niewinną dziewczynę w barze mlecznym
Kłamca wydarł się z jękiem lecz był niesłyszalny naga pierś zabroniła Bogu patrzeć
Nie patrzył
Kłamca miał na imię jak zewsząd wszyscy standardowo oceniani z pokazanego palca
To ten co miał układ kostny z drzewnych pokładów namokniętych sierpniowym deszczem
Jest ciepło
Wysycha mu czoło i zbiera się parafina w ustach
Język zastygł na wietrze zaś ślina odkryła się na mięśnie zewnętrznych policzków i warg
Ust z wymazem łez

Kłamca miał podobną twarz gdy w lustro patrzę straszę się dźwiękiem własnego głosu
Z podkładu synchronicznego ustawione kolumny na 45 i sześć stopni rosy słuchów

Po co tu jestem
Po co mnie wołasz

Koniec