"WZNIESIENIE ŻYCIA MEGO"

wzniesienie nie do pokonania

codziennie stoję przed tą górą i żyję z przekonania że nie przekroczę owej granicy

wzgórze co przed nim maskarada

ja tkwię w tym miejscu i wierzcie mi pragnę uciec

za nim piękno przestworzy dryfujące w energetycznym pędzie do którego dążyć pragnę w refleksji miłosnej kochanka znajdującego się przy owej ekspresji

pragnę tam się znaleźć

lecz ciągle nie mogę

moja siostra jest chora

pierwsze objawy grypy a więc stany zapalne ból gardła głowy i miękkie nóżki co dźwigać nie chcą jej ciała

chce bym jej pomagał

kupił leki

przygotował ciepłej herbaty i okrył kocem ciepłym

spytałem się czy coś mógłbym zrobić dla niej jeszcze

ona w odpowiedzi odrzekła że gdyby złożyła ze mnie ofiarę to bóg dał by jej rozgrzeszenie

stwierdziłem w przekonaniu radosnej polifonii że gdyby zjadła moją lewą nerkę to pewnie pan kochany by cię nie usłuchał aczkolwiek wierzę w to że byś wyzdrowiała
bez owej grypy i innych parszywych doznań
jednak po kilku tygodniach umarłabyś w cierpieniach gorszych w refleksji niebieskiej
po nerce tej brudnej
mojej własnej
części ciała

wzniesienie

pamiętam że się uśmiechnęła

po czym usnęła

oczy zamknięte pomyślałem sobie koniec na dzisiaj popiszę o innych zrodzonych podpisach mojego warsztatu w trakcie etatu nie zarabiając zbyt wiele

wzgórze

ponownie powstałem z nizin

spojrzałem w górę

tam było pięknie

pomyślałem sobie że gdyby tak to wszystko opuścić pozbyć się tych mi podobnych ciał przejść przez świat owy i znaleźć się w owych świadkach antygony i odnaleźć nowe pielesze bo świat stary mnie trzyma w miejscu a ja chcę wejść na wyższe poziomy

bez owej zazdrości

bez owej nikczemności

bez przytyków przeze mnie wam podawanych kiedy mówię że to moje są głębsze rany a wy się śmiejecie ze mnie w owczym swym pędzie naruszając katalizatory lekkości bytu płonąc z zachwytu że wdzięki owej polszczyzny ulokowane są w świetle paskudnej mechaniki dziwaczni umyślni tubylcy którzy poznali mnie po swetrze po ułożonej fryzurze po minie ślicznej i grzecznej bez mego wnętrza podzielając poglądy mojej liturgii
mówią mi że jestem tylko pyszny ale ja nie chcę być dobry chcę być inny skromny wytarty z owego schematu gdy tylko liczę orzeszki owego poematu pozbyć się nie mogę a więc płonę z nienawiści a przecież chcę wzbić się w niebo

bez owej nienawiści

matka powiedziała mi żebym włączył telewizor

teleexpress

wszyscy spoglądamy na ten dziwny świat

na te bliskości i dale utrwalone w chwale

na zbieraniny ludzkich powściągliwości w elemencie śmiesznostki czy w krwawej ich pogoni

słyszę głos telefonu podnoszę słuchawkę to Boro dzwoni i pyta się czy na piwko nie wyjdę

wychodzę

jest tam nas kilku

dziewczęta uśmiechnięte i miny uszczególnione pospolitym wytrzeszczem wciąż wprawiającym mnie w uśmiech malinowy

wzniesiony kubeł zimnego napoju

myślę sobie jest pięknie

i dzień się kończy

i noc samotna

i znowu myślę czy jest mi dobrze

nie jestem pijany aczkolwiek troszkę po głowie mnie uderzyło

nie jest mi źle właściwie jest mi miło i lekko się zastanawiam czy przypadkiem nie chcę stąd uciec

przed wzniesieniem po raz kolejny

po raz kolejny z tą samą myślą

chcę tam się znaleźć

sen

w nim piękną widzę dziewczynę

jest obok mnie

wspomnienie

to prawdziwe

i wzgórze przed którym się znajduję

może chcę przed kimś uciec

może żałuję

w środku nocy się obudziłem poszedłem do kuchni by napić się słodkiej i ciepłej herbaty tam ujrzałem ciebie i spytałem się jak się czujesz odrzekłaś że nie jest źle
boli cię główka troszkę żołądek szczypie ale nie jest ci źle
po prostu normalnie
powiedziałem jej że jeśli chce to mogę dać jej ową nerkę w tym momencie rozpiąłem koszulę i nóż przyłożyłem do brzucha
powiedziałaś żebym się wstrzymał może przejdzie
położyłem nóż na stole
poczyniłem owy napój i łyka wychyliłem
spojrzałem ci w oczy i spytałem jak się czujesz odrzekłaś że dobrze
powiedziałem ci że czasem się buntuję aczkolwiek gdy mocno się zastanawiam tak naprawdę nie ma takiej rzeczy dla której mógłbym się buntować

jak myślisz to dobrze
inni takie rzeczy odnajdują może więcej w nich jest głębi
powiedziałaś mi żebym się przespał żebym odpoczął bo nie wyglądam najlepiej

pomyślałem sobie że ma rację

poszedłem spać

znowu wzgórze jednakowych wspomnień
nie chcę się powtarzać
nie ma po co
troszkę odpocznę potem łagodnie pohasam

po świecie
nawet z ową złością
czy też nienawiścią
bo przecież skąd mogę mieć pewność że tam jest lepiej w marzeniu pogrążony gdy myśl zdrowa podpowiada że tu też nie jest tak najgorzej

koniec