Gdy upuściłem mydlaną bańkę nie za bardzo płakałem
Szorowałem tylko jeszcze mocniej dłonie by przemyć natrętną skórkę
Wzrokiem błądziłem może też dlatego ją postrzegłem
Coś mi się skojarzyło ale nie za bardzo zapamiętałem to tylko chwilka
Taka malutka i marna zaczerpnięta z beztroskiego życia
Krasnale wyszły z dziupli pijane tak przewracały się
Nawet jeden powiedział coś mocnego nie przytoczę
Bezwstydnie pokierowały się w moją stronę i przebiegły po brzuszku
choć tylko spałem
Kiedy poczułem lekkie swędzenie ułożyłem tak dłoń by paznokcie w natarciu
być mogły
Skóra szorowana bez żadnego nadętego umotywowania zszarpała się
mi niewidocznie tak
A kiedy spojrzałem na dłoń ujrzałem lekko z profilowaną krew
zapach nie mętny i jeszcze
Tak zwane jeszcze coś
Krasnale szybko malutkim swym truchcikiem ukryły się w dziupli
Ich kompan ledwo uszedł z życiem ale bez lewego oka to już nie to
A ja wstałem z łóżka
Spojrzałem na samarę
Westchnąłem logicznie
I ułożyłem się na spanie
Śniłem
Sznurówki sprawiały mi kłopot poprzez co skwierczałem ze złości głośno
to komunikując
W pustej sali tylko echo odpowiedziało ale ów słowa mi się nie
podobały więc waleczny stanąłem do walki
Ale trudno jest tak uderzyć rzecz nie istniejącą zdając sobie
z tego sprawę naszedłem marny w postaci ten cień
Czarny w czarnych okularach czarnuch o cienistej koszuli i w
bluzie z kredowym napisem coś o imperializmie ujarzmionym
(...)
Sznurówki sprawiały mi ponowny kłopot do tego ból lewego zęba który ułożony na stole...
Tworzył mi surrealizm
Do tego opadające kasztany
Ile ich uderza o moją głową
(...)
Każdego dnia te same rozliczenia różniczki całki i wykresy paraboliczne
Ale nic nie dawało mi możliwości poznania tego jak złagodzić mój ból
I tak poszukiwałem
Krasnale w ciszy opowiadały sobie że warto setką wzbudzić zapomnienia
Problem w tym że ja już dawno o wszystkim zapomniałem
Koniec