"ZAJAWKA"

W tej świetlistej ramie pojawił się filmik mieniący się rozkładem
Bohaterem był malutki człek zgubiony w szeregach wielkich ich

- Witam. - Podałem dłoń myśląc, że tak powinno być na miejscu.
- Dzień dobry. - Odrzekł kształtny lub też bezkształtny, trudno mi odrzec, mój zez był zbyt duży, okulary połamały mocno się jeszcze w dzień dziecka, lat trzydzieści temu.
- Cześć. - Odrzekłem. Pomyślałem. Dodałem. - No właśnie mam taką sprawę do ciebie, pożyczysz mi świeżego oddechu, bo mój jest...Jakby nieobecny. Prawdopodobnie...Ma przerwę...Śniadaniową.
- Rozumiem. To znaczy w chwili obecnej nie mogę ci pomóc, ponieważ zagubiłem się przed chwilą w innych i cudzych ustach, a więc myślę, że zrozumiesz.
- To dobrze, że myślisz. - Odrzekłem. Posmutniały. Dodałem. - Znam takich, którzy swym myślom pozwalają na zbyt wiele.
- Rozumiem ten ból. Moje kiedyś brykały na wszelkie strony, mój stan emocjonalny nie zawsze był na poziomie, w jednej minucie byłem smutnawy, po minucie weseliłem się, smutniałem ponownie. Wprawiało to moje uczucie obecności na owej kanwie przeciętności i spełnionych standardów w element jednostki indywidualnej...
Przerwałem, to znaczy wskoczyłem w słowo. - A to jest najgorsze. - Trzymałem się mocno, gdyż słowo było nie za bardzo równe, widocznie mój kolega był zmęczony, ze słowa zeskoczyłem. Po nutce zastanowienia, czasami mi się zdarza upozorować cząstkę myślową, która już dawno uciekła od moich założeń starych, troszkę jestem oderwany od tego wszystkiego, co w miejscu jest obecnym, może, dlatego piszę wiersze, to znaczy mi się wydaje, że coś piszę, bo przecież to tylko palce stukają w plastikową klawiaturę. A co z kartką papieru i piórem w dłoni? Mój piśmienny pół inteligentny okolicznik pytający zadał oto takie pytanie. Zrozumcie, ale jestem nie na czasie, moje na w pół otwarte ciało nie zdążyło poddać się rehabilitacji, inaczej byłoby ze mną dobrze. A co z kartką papieru i piórem? Kiedyś spałem z nimi, ale smak atramentu nie jest miły a od czasu, kiedy napisałem mój słynny poemat twórczy pod tytułem "Wpływ melancholii na mniej znaczące środowisko oraz pogłębna analiza ryzyka robaczywego ogryzka" zaprzestałem tej metody. To znaczy spałem sobie przemile w łóżeczku, w owym momencie trwania coś mi się przyśniło, to znaczy w mojej wyobraźni kreśli się kilka miliardów historii naraz, owe charyzmatyczne myślątka pławiąc się w chaosie niszczą moją matematyczną i uporządkowaną zewnętrzną strukturę, czasami jednak wynajdę coś, wyszczególnię coś z tego wszystkiego, coś wybebeszę, a więc budzę się, kartka papieru w lewym ręku, czy dłoni, może to drugie by było romantycznie, spontanicznie, w prawej prawdopodobnie pióro, ale nie należę do bystrych, i piszę...Dopiero później zdałem sobie sprawę, że pisałem krwią, wcześniej podczas łamania przestrzeni podczas zaburzeń i innych interakcji, przebiłem sobie krtań, do piórka do pustego prawie zbiorniczka przelała się owa ciecz, a więc nią poczyniłem...Szykowny bzdet...Tak powiedziała moja ukochana...Szybko ją rzuciłem...Z czwartego piętra. Dostałem awans, bardziej oślepiony niż ja docenił mój incydent krótki zawarty na papierze, ale nie czułem się wtedy dobrze, to znaczy kręciło mi się w głowie, i inne niesnaski, poleciałem na papierowym samolociku do szpitala drewnianego, ale nic z tego nie wyszło, bo jakiś wilk polował na świnki trzy i zdmuchnął owy szpital, podobnie było ze słomianym, dopiero z tym, co powstał z tucznika (za dużo go w kraju mieli, posiadali czy cóś) doszli do genezy, że jest mi źle i odesłali do domu...Przyznaję się płacę podatki...Przyznaję się głosowałem...Przyznaję się...Zepchnąłem ją z okna...Wkurzała mnie...A więc ile dostanę...Dwa dni w zawieszeniu...Że w afekcie...To fajnie...Choć nie wiem, co znaczy to trudne słowo. Odrzekłem w monologu. Zdrzemnąłem się. Dodałem. - Dobrze nie będę ci przeszkadzał. Na razie. Cześć. - Podałem mu dłoń. On ją chwycił i schował do kieszeni. Jego dłoń była za stara, pewnie wcześniej witał się z tym staruszkiem, którego minąłem tuż nad błękitnym niebem w czwartej anegdocie dnia tego miłego. Ów dłoń przykleiłem pod stołem, choć wiem, że to niesłuszne i inne ceregiele.

W tej świetlistej ramie pojawił się filmik mieniący się rozkładem
Bohaterem był malutki człek zgubiony w szeregach wielkich ich

Koniec.

(bonus)

Tytuł:
"Wpływ melancholii na mniej znaczące środowisko oraz pogłębna analiza ryzyka robaczywego ogryzka"

Treść:
Wpływ
Melancholii
Na mniej znaczące...
Środowisko...
Oraz...
Pogłębna analiza ryzyka...

Robaczywego ogryzka...

(Szesnaście razy bis)

(W tle refren...Bara Bara Żółta minka tygryska Bara Bara Odcień zgniłego ogryzka)

(Refren w poetyckiej barwie a w tle śmiech zrozumiały)

(Jeszcze tak dwanaście razy...)

(Ale wam oszczędzę tego gówna...)

(Bo po co)

(Więc jeśli się tu logujesz...to wiesz...)

koniec monumentalny!!!!!!!!!!!!