Zmierziłem się
Zmarzłem potoczyście mówiąc zdrzemnąłem się na planecie tej małej
Nieoczekiwane mary strawne lekko upokorzone zakorzenione w snach
Łkam
Uszedłem z życiem i nie wiem czy mi tak dobrze może za dobrze mi jest i śpiewam
Nut kilka samotnych sprężeń na lutni za strunę ciągnąc palec malutki w ścięgnie łamiąc
Nie boli mnie nic
Nic mnie nie boli
Boli nic nie mnie
I tak od zawsze prze zawsze co przezabawne jest w teraźniejszych chwilach a więc czekam
Na chwile teraźniejsze
Na piękniejsze
Na ważniejsze
Ciekawy ostatków zabranych z kieliszków nie dopitych win i herbat cytrusowych lekko się zmagam
Z samym sobą nie smutnym jest i nie zabawnym w geście spokój mam co na zegarze odmierza czas
Nie martwię się ginę z każdą sekundą z każdą sekundą rodzę się na nowo jakby brak mi stabilizacji
W minimalizacji w maksymalizacji w podwalinach troskliwych prezentacji staję na stosie i nie płonę
Nie potrafię sam podłożyć ognia
Boli mnie w dłoniach płomyk nadziei
Boli mnie w dłoniach zgaszona próżnia
Bolą mnie sny wytargane z kieszeni Boli mnie stężenie w krtani Boli mnie w cietrzewiach tuż za prawym mostkiem Tuż za nerką Boli mnie cisza i samotna struktura i... Boli mnie ta cisza
Boli mnie
A...
Jedynie jej pragnę
Koniec