spytałaś się czy potrafię mocniej
odrzekłem że tak
spytałaś się czy potrafię głębiej
odrzekłem że przecież
spytałaś się patrząc mi w oczy czy jestem gotów by oddać się w całości
w odpowiedzi usłyszała że życie całe czekałem na to
po czym ona mocno uderzyła mnie w twarz
czy jestem zadowolony
pytanie takie usłyszałem po czym niezadowolony odrzekłem jeszcze
po raz kolejny mnie uderzyła
stwierdziłem więcej
spytałaś się czy czuję ból
lekki stwierdziłem
czy chcę mocniej
nic innego nie pragnę oprócz bólu który możesz mi sprawić
kazałaś się położyć
tak też zrobiłem
chwyciłaś za moje dłonie i pociągnęłaś mnie bym zbliżył się ku
ramie owego narzędzia twoich tortur
przywiązałaś mnie po czym naga usiadłaś na mojej twarzy i biczem
uderzeniami mocnymi traktowałaś mnie po kroczu
ja nie krzyczałem ale wiedziałem że jestem bliski utraty przytomności
a ty uderzałaś
ja się dusiłem czując zapach twój z rejonów dla wielu niedostępnych
już bliski byłem
dotykałaś mych sutków swymi palcami ciągnąc mocno za nie
chciałem wykrzyczeć cały ten ból chciałem powiedzieć byś przestała
byś przerwała ale coś mi kazało bym tego nie czynił a więc ból mój
smakowałem wewnętrznym odczuciem
targałaś mnie za włosy
moje sutki rozciągałaś tak mocno że jakby czułem jak z mojego
ciała odrywała się jakaś cząstka jakiś element który mnie przedstawia
kiedy byłem już blisko ty nie poprzestałaś mocniejsze uderzenia mocniejsze
pociągnięcia zapach twojej cipki niby łagodził moje cierpienie jakby
zagłuszał moje sumienie jednak ty poprzestałaś
wstałaś i odwiązałaś mnie
spytałaś się czy to mi starczy
nie wiedziałem co powiedzieć
starałem się odzyskać oddech
ale nie wiedziałem jak to zrobić
nie wiem dlaczego to przeżyłem właściwie przerwała we właściwym momencie
jeszcze trochę a byłoby ze mną źle wręcz niedobrze
sumienie rozgoryczone i inne perspektywy następujące po sobie
właściwie całe życie przeszło mi obok przeszło przez całą moją strukturę
traktując owe cierpienie jako element oczyszczający
tak naprawdę nie byłem zadowolony chciałem jeszcze chciałem byś
uderzała o moje ciało czymś mocniejszym czymś twardszym i choć marzenie
moje nie znajdowało w tobie towarzysza prosiłem cię mocno patrzyłaś
na mnie z pełnym niezrozumieniem zapewne sądziłaś że to co przed chwilą
się wydarzyło osiągnęło pełne maksimum
czujesz się zmęczona ale na twojej facjacie postrzegam jednak
ten uśmiech
odrobina satysfakcji
odrobina radości oraz zadowolenia
powiedziałem jej że chcę jeszcze ale tak naprawdę na ostro
aby nie tylko bolało aby również...
czekałem
myślałaś
zastanawiałaś się
pamiętam jak twój wzrok zwrócony był ku pełnym i letnim słońcu
lekko oślepiona kontemplowałaś nad zasadnością owego widoku nad zasadnością
owego poczynania
ja wciąż uwiązany w swym martwym postrzeżeniu czekałem
mój oddech powracał ku normalnej strukturze
straciłem cię
czekam
ciebie jednak wciąż nie ma
czekam
pojawiasz się
czekam na twoją czynność
patrzysz na mnie na moją osobę ukrywając coś przede mną
to jest w twych dłoniach
naga
czekam
w pewnym momencie dostrzegam w twych dłoniach siekierę
następuje ruch
niegrzeczny
odcięta lewa dłoń
krew pryska
bez zbędnych szczegółów
nie krzyczałem
kolejny cios odrąbałaś mi nogę
spojrzałem ci w oczy i jakby postrzegłem że to wszystko na co było cię stać
czekałem na odpowiedni moment
odrzekłem jeszcze ale ty nie chciałaś odwróciłaś się ode mnie już
prawie zaginęłaś za murami swojej niewinności
krzyknąłem obudź się
krzyknąłem zrań mnie raz jeszcze proszę
krzyknąłem nie opuszczaj mnie przecież cię potrzebuję
krzyknąłem mocno właściwie z bólu nie z posiadania
krzyknąłem
zamilkłem
pojawiłaś się
lecz szybkim krokiem podążałaś ku mnie
szybkim krokiem już zauważyłem twoją bliskość poczułem twój zapach i smak gorzki w ustach
nastąpiło uderzenie powietrze przeszył głos usadowiony mocno gdzieś
w rejonach odczuć spotęgowanych namiętnością i innym ciekawym odruchem
pamiętam jak słońce odbiło się w ostrzu
moje oślepione przejrzystością oczy nie reagowały jakbym utracił
przed sobą twoje uzewnętrznienie
nastąpiło uderzenie
prawie przebiłaś moją głowę
otworzyłem oczy
właściwie powinienem już nie żyć ale tak nie jest
właściwie powinno mnie tu nie być
otworzyłem oczy
przed sobą ujrzałem drewniany trzonek
ty stałaś przede mną
krzyczałaś
cała naga
twoje piersi zwisały nade mną i wciąż słyszałem ten okrzyk
okrzyk pewnej frustracji
ostrze wbiło się w głowę
krew zalewała moje oczy właściwie traciłem cię
nie mogłem cię postrzec
nie mogłem nawet nic zrobić
ostrze nie przebiło czaszki
nie naruszyło mózgu
być może twój cios był za słaby
być może
zraniłaś mnie
teraz możemy być ze sobą
możemy się naprawdę kochać
bo takiego bólu oboje w swym związku nie odczujemy już
bezpiecznie teraz możemy być ze sobą
możemy się kochać
cieszyć swym widokiem
wierzyć że pozostaniemy ze sobą do końca
w miłości utrwaleni
oddani tylko sobie
spytałem się czy potrafisz mnie teraz kochać
po tym co się stało po prostu cię kocham i nic tego nie zmieni
spytałem się czy kochać możesz mocniej
nigdy nie pokocham nikogo mocniej oddałam ci się więcej ci nie
dam
spytałem się czy wierzysz w to że będziemy się kochać przez wieczność
wierzę po tym co przeżyliśmy razem nic innego nam nie pozostaje
koniec